Najlepszą radę tej jesieni dostałam od Misia o Bardzo Małym Rozumku.
Testowałam narzędzie Gildia kreatywności, którym chciałam się tu podzielić. Działa tak: opisujesz swój problem i zapraszasz do stołu gości. Mogą to być wynalazcy i odkrywczynie, artystki i poeci, filozofowie z różnych epok, a nawet fikcyjne postacie z książek, z którymi się dorastało. Każda „osoba” podsunie kilka rozwiązań, po swojemu. Potem mogą połączyć pomysły, pokłócić się o najlepszy albo zgodnie go wybrać.
I – wracając do testowania – miałam wpisać coś na próbę, na przykład jak rozruszać studentów na porannych zajęciach. Wpisałam coś bardziej osobistego, niż planowałam. Przy stole usiedli Wisława Szymborska, Marek Aureliusz, Frida Kahlo i Kubuś Puchatek. Każde dało mi po trzy rady, jak rozwiązać mój problem. Przeczytałam wszystkie i przy jednej się zatrzymałam:
„Chodź przez kilka dni z rzędu na ten sam krótki spacer i za każdym razem zauważ jedną rzecz, która się zmieniła. Dobrze jest widzieć, że świat się rusza.”
Kubuś Puchatek
Siedziałam nad tym zdaniem dłuższą chwilę. Miś z łapką w słoiku miodu poradził mi w swoim stylu „małe co nieco”. I trafił dokładnie tam, gdzie trzeba. Jak to możliwe?! – pomyślałam. A potem przypomniałam sobie, że badacze innowacji znają ten mechanizm od dawna.
Mocny dowód? Lars Bo Jeppesen i Karim Lakhani przyjrzeli się problemom naukowym, nad którymi kilkadziesiąt firm długo i bez skutku pracowało we własnym gronie. W końcu firmy ogłosiły otwarty konkurs i spróbować mógł każdy. Kto rzeczywiście je rozwiązywał? Często ktoś spoza dziedziny problemu. Osoby, które oceniały zadanie jako dalekie od swojej specjalności, częściej trafiały w sedno niż te z samego jej środka. Jeden z problemów chemicznych rozgryzł fizyk, inny, toksykologiczny, specjalistka od krystalografii białek. Świeże spojrzenie przyszło z innego świata.
A co, jeśli nikogo z innego świata nie ma pod ręką? Denis Dumas i Kevin Dunbar sprawdzili, czy wystarczy go sobie wyobrazić. Poprosili studentów, żeby wymyślali zastosowania dla zwykłych rzeczy: widelca, łopaty, trąbki. Jedni mieli przy tym udawać ekscentrycznego poetę, inni sztywnego bibliotekarza*, a jeszcze inni po prostu być sobą. Kto wymyślił najwięcej? „Poeci”. Najmniej? „Bibliotekarze”. A ci, którzy zostali sobą, wypadli pośrodku. Wystarczyło na chwilę stać się kimś innym, żeby myśleć inaczej.
Gildia robi dokładnie to. Sadza przy jednym stole gości z zupełnie różnych światów: z laboratorium badawczego, z pracowni malarskiej, ze starożytnego Rzymu i ze Stumilowego Lasu. Każdy przynosi własny sposób patrzenia i podchodzi do problemu jak ktoś z boku.
Jutro idę na ten spacer.
A Ty jeśli masz problem, który uwiera, zwołaj Gildię. Może to być sprawa zawodowa, projekt, który utknął w miejscu, albo coś bardziej osobistego, niż planujesz. I nie zdziw się, jeśli najmądrzej odezwie się Miś o Bardzo Małym Rozumku.

* Autorzy badania zastrzegają, że to stereotyp, który chcieli wykorzystać, a bibliotekarzy mają za ludzi z wyobraźnią. Ja też.
Źródła
L. B. Jeppesen, K. R. Lakhani, Marginality and Problem-Solving Effectiveness in Broadcast Search, Organization Science, 21(5) (2010).
D. Dumas, K. N. Dunbar, The Creative Stereotype Effect, PLOS ONE, 11(2) (2016).





