Wyobraź sobie, że budzisz się w 1726 roku.
Jesteś w chałupie, przy stole. Gospodyni stawia przed Tobą kubek mleka, siada naprzeciwko i pyta, skąd jesteś i jak się u was żyje. W kącie jej córka zamiata klepisko. Patrzysz na tę miotłę i już wiesz, o czym opowiesz. O robocie sprzątającym.
Zaczynasz mówić.
Że to autonomiczny robot mobilny wyposażony w system nawigacji. Że wykorzystuje algorytmy do jednoczesnej lokalizacji własnej pozycji i mapowania pomieszczenia, a następnie oblicza optymalną trajektorię przejazdu tak, żeby zmaksymalizować pokrycie powierzchni i ograniczyć redundancję ruchu. Że zestaw czujników podczerwieni, detektorów zbliżeniowych i sensorów wykrywających zmianę wysokości pozwala mu omijać przeszkody i zabezpiecza przed upadkiem. Że silnik generuje podciśnienie w kanale ssącym, szczotka główna zbiera zanieczyszczenia z powierzchni, a szczotki boczne transportują je z krawędzi w kierunku modułu ssącego. Że komunikuje się przez bezprzewodową sieć z aplikacją mobilną i synchronizuje dane z chmurą. Że po zakończeniu cyklu wykorzystuje zapisane współrzędne do autonomicznego powrotu do stacji dokującej, gdzie automatycznie inicjuje ładowanie akumulatora litowo-jonowego.
Gospodyni patrzy na Ciebie uprzejmie. Córka na moment przestała zamiatać, bo słuchała, ale po chwili wróciła do miotły…
Zaczynasz drugi raz.
Że masz w domu niewielkie urządzenie, mniej więcej wielkości talerza. Rano wychodzisz, a ono samo jeździ po podłodze i zbiera kurz oraz okruszki. Omija krzesła i inne przeszkody, zatrzymuje się przed schodami, wjeżdża pod meble. Kiedy skończy, samo wraca na swoje miejsce. A Ty wracasz wieczorem do czystej podłogi.
Teraz obie kobiety wiedzą już, o czym mówisz. Druga wersja zadziałała, bo dobra opowieść w 1726 roku i dobra opowieść w 2026 roku mają to samo zadanie: zamienić coś obcego w coś, co da się sobie wyobrazić.

Rozmówca z 1726 roku siedzi na każdym spotkaniu
Kiedy opowiadamy o swoim pomyśle, bardzo łatwo wpaść w szczegóły. Platforma, algorytm, moduł, integracja, sztuczna inteligencja. To język, którym posługujemy się przez tygodnie pracy nad rozwiązaniem, więc nic dziwnego, że właśnie on pojawia się jako pierwszy.
Problem w tym, że osoba po drugiej stronie stołu zwykle nie chce jeszcze wiedzieć, jak to działa. Najpierw próbuje zrozumieć, co właściwie zmieni się dla niej. Co będzie prostsze, szybsze, wygodniejsze. Co zniknie z jej listy problemów.
Na warsztatach widzę to regularnie. Zespół pracuje nad rozwiązaniem tydzień, dwa, trzy. W końcu przychodzi moment prezentacji i jako pierwsze pada:
„Stworzyliśmy platformę integrującą dane z różnych systemów, wykorzystującą automatyczną synchronizację, centralne repozytorium informacji i mechanizm powiadomień w czasie rzeczywistym.”
Po krótkiej rozgrzewce, którą robimy pod znamienitą nazwą „1726”, ten sam pomysł zaczyna brzmieć inaczej:
„Gdy zmienia się plan pracy, pracownik dowiaduje się o tym od razu.”
Podejmij wyzwanię
A może chcesz spróbować swoich sił?
Losujesz jeden przedmiot albo jedną usługę z 2026 roku. Twoim zadaniem jest opowiedzieć o niej osobie obok tak, jakby pochodziła z 1726 roku.
Zasada jest jedna: ma zrozumieć, o czym mówisz.
To proste ćwiczenie świetnie sprawdza się na początku warsztatu, na zajęciach ze studentami albo tuż przed prezentacją zespołu. Pomaga na chwilę wyjść z języka własnego projektu i sprawdzić, czy poza nami samymi ktoś jeszcze rozumie, co właściwie chcemy powiedzieć.
A na koniec spróbuj czegoś trudniejszego.
Weź projekt, nad którym właśnie pracujesz. Ten, o którym opowiadasz najczęściej. I opowiedz o nim tak, jakby po drugiej stronie stołu siedział ktoś z 1726 roku.
I jak poszło?

Leave a Reply